|
|
09 luty 2010
|
Warunki powrotu do firmy przedstawiłam. Po drodze ukulał mi się w głowie trzeci warunek. Także przedstawiłam trzy warunki, a co dalej z tym zrobią, to już ich problem. Warunki moje były normalne i niewygórowane. Podobno do jutra dostanę odpowiedź. Nie czekam nerwowo, niecierpliwie, emocjonalnie... ale sama jestem ciekawa jak wybrną z tego wszystkiego.
No bo czy pensja plus prowizja na obojętnie jakiej umowie, rejon do 150 km, samochód służbowy od pierwszego dnia (ponoć pierwsze dni to szkolenie, których będzie od nasrania), to wygórowane warunki? Nosz qrwa piękna mać - to są normalne warunki do pracy.
Taaa, a więc easyyyy... Nie denerwuj się kobieto. Mam jeszcze wyjście awaryjne.
Piękny mróz nadal trzyma. Lampę piękną w sklepie "I" kupiłam. I tak sobie myślę, że powoli demolkę w domu zrobimy. Kwiatuszek antresolę chce a pod nią biurko z kompem swym. No się całkiem wesoło robi. Bo każdy coś chce, jakieś zmiany, jakieś remonty. Se róbcię i się weźcie a ja w tym roku czasu już na to nie mam. Chociaż znając mojego Połowca, to pójdzie mu to naprawdę gładko i bez uszczerbku dla moich skołatanych nerwów.
Oby...
|
|
Komentarzy:
16
|
|
08 luty 2010
|
Zaczął padać pieprzony śnieg.
Denerwuje mnie Połowiec, bo łazi i nyrla... bo sapie jak śpi... bo kurna zaczął pochrapywać na starość... ale czy bąki puszcza, to nie wiem.
Wqrw mnie weźmie jeszcze większy jak mnie zdrzaźnią dziś w firmie, która usilnie chce bym wróciła do pracy...
Jeśli nie wywalczę tego co chcę i ulegnę im, to myślę, że wqrw mnie weźmie podwójny... potem pluć będę na swój widok w lustrze, że dałam się tak wydupczyć...
Ale zważywszy na to, że mam kurwiczny PMS babski, a takowego od miesięcy nie miałam, to wszystko w tym czasie jest możliwe.
Dosłownie wszystko!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nawet cholerne paznokcie udało mi się pomalować prosto.
Wlazłam na wagę rano i mi się humor poprawił. No bo jak zaczęły mi jedne spodnie z dupy lecieć, potem moja spódnica, to się kurna zważyłam. Kocham ten stres, co to powoduje, że lecę z wagi na łeb i szyję. Minus pięć kilo - bossko... A zresztą, w dupie mam jak wyglądam. Bo jeśli się komuś nie podobam jak wyglądam, to jest jego problem nie mój....
I jeszcze jedno. Zafundowałam sobie nową cegłę słuchawkową. Wqrwłam się na tych z plusa i powiedziałam, żeby mnie pocałowali w zadek mój piękny. Zamówiłam sobie przez allegro nowy telefon i tamci niech się walą. 11 lat w tej pieprzonej firmie i kij mi się należy...Przy tej okazji zrobiłam porządek w mej książce telefonicznej, przepełnionej jakimiś chorymi kontaktami. Nagle zdałam sobie sprawę, że 2/3 kontaktów zapisanych, to kontakty dla których ja byłam jako "ciocia dobra rada i przyłóż do serca podusia do płakania". Koniec z tym. Psycholog darmowy? Co ja z NFZ umowę podpisałam? Porady kosztują... Skoro ja liczyć na nikogo nie mogę, to.................. dupa....
Jeden kontakt, prawdziwy mi się ostał. Na który wiem, że mogę liczyć i że nawet w nocy mogę napisać .... że dostanę od tej osoby zawsze słowa, które mnie postawią do normy używalności egzystencjalnej. Osobo- z promykami nadziei w tle - tenkju!!!!
Nie ma to jak decyzje podejmowane podczas demonicznego humoru, podrzegany moim babskim PMSem.
Jeśli ktoś myśli, że mój wqrw sięgnął zenitu... ohohohohoooo, to się pomylił... to jest początek wszystkiego...
|
|
Komentarzy:
29
|
|
06 luty 2010
|
Moja kotka zawsze zadba o to, bym była wyspana, rześka jak poranna bryza, bym wstała w wyśmienitym humorze... Dała mi pospać. Zamiast 6.45 obudziła mnie o 7.15. No przecież, że to całe pół godziny dłuższego snu !!! Nauczyła się trącać mnie łapką i miauczeć tak cicho jak się da. Oj to prawda, powinnam się cieszyć, że nie dostaję od rana z lewego sierpowego od niej i że nie krzyczy jak oszalała. Nic to, trzeba było wstać. Kiedy tak poszłam do tej kuchni pomyślałam, że trzeba wykorzystać dobrze ten dzień. Obibokować się nie będę.
No więc jak się rozpędziłam, to 2 brytfanny wielkie gołąbków upiekłam. Ale takie z kaszą gryczaną, mięsem mielonym wieprzowym, dobrze doprawionym... w sosie własnym... niebo w gębie. Rodzina też tak twierdzi, bo na hasło "Arytka w gołąbkach grzebie" wszyscy na raz się zjechali i nie dają im za wygrane. Połowiec wywalił brzuch, który mu właśnie wyrósł po gołąbkowym szaleństwie. Kwiatuszek uwielbia gołąbki a jakże... ale bez kapusty. :))
A propos gołąbków, gołębi i pięknych fruwających okazów. Ktoś był tak fenomenalnie błyskotliwy, że przy Starym Rynku, w przyległych uliczkach powytruwał te okazy. Po prostu - rozsypał truciznę... Tak cicho jest tam teraz...:((
Temu kto to zrobił - najlepszego życzę...
Generał mój osobisty walczył dziś z drzwiami. Bo mu szurały o kafle nowe w korytarzu. Zawziął się i krzyknął albo ja albo one... Więc dorwał się do przeróżnych narzędziewajek i efekt jest fenomenalny. Drzwi nie szurają i nie rysują już glazur.
Popołudnie zapowiada się chyba spokojnie. Jedno z ostatnich tak spokojnych popołudni.
|
|
Komentarzy:
21
|
|
05 luty 2010
|
Spacer we dwoje mi się marzył. Nie wiem jak można czytać aż tak bardzo w mych myślach. Nie ważne, że śnieg, że mały mróz, że wiaterek... Ciepło jest na sercu, gdy się ma tyle czasu dla siebie. Spałam potem jak dziecko błogo, do samego rana. Tylko jak ja mam rano wstać, kiedy ten mi mruczy bosko i nieziemsko nad uchem? Niekiedy mam ochotę za te pokusy palnąć mu między oczy.
Ząb zapomniał sobie, że miał mnie jeszcze męczyć z tym wyrzganiem się na zewnątrz, więc wziął się i obraził, przestając mnie męczyć.
Dziecię zabawę śniegową odchorowuje. Straciła głosik, chrypi strasznie, temperaturą zarzuciła wysoką. Jednak rano za dwóch apetyt miała, a zważywszy na to, że to niejadek first class, no to był wielki sukces.
Połowiec dostał ksywę generał. Wczoraj ustawiał jak w wojsku, kota, córkę, żonę... hie hie... normalnie mu jakoś szło... Karabinu mu lepiej do rąk nie dawać, bo gotów wczuć się w rolę i będzie jakieś nieszczęście z tego. No więc Kwiatuszek palnęła rano tacie : mój ty generale...
Widok miny Połowca = bezcenne...
|
|
Komentarzy:
23
|
|
04 luty 2010
|
Koniec balu piękna lalu...
Skończył się czas obijania o ściany, odpoczynku kiedy się chce i jak się chce. Skończył się czas harmonii i spokoju. Teraz to dopiero będzie! Ale czas był najwyższy, by wrócić na pełne obroty. Nie będzie łatwo, bo chwyciłam jeszcze jedną srokę za ogon ale... ale jakoś poukładam to wszystko.
Nawet w tak pełnych biegu chwilach znajduję czas dla siebie. Zawsze mam ten czas na mały spacer, by się zatrzymać, przemyśleć, uśmiechnąc się do samej siebie.
Wiem, że tym razem będzie mi z wszystkim jeszcze trudniej ale żarty się skończyły i muszę poważniej za wszystko tym razem się wziąć.
Boli mnie ucho. Od tej nieszczęśnej "ósemki". Szczękościsk mam, zebiszcza mi się przesuwają i mam wrażenie, że za moment będę każedego miała gdzie indziej.
Spać nie mogę, budzę się co chwila... a dentysta-sadysta mówi, że tak musi być. Nie dziwię się dzieciom maleńkim, że kiedy ząbkują, mają temperaturę, są marudne itp. Na ich miejscu wyłabym.
Muszę przemyśleć teraz strategię działania, bo w poniedziałek mam ważne negocjacje i za kija jasnego nie wiem jak mam to zrobić. Ukula mnie się w tej główce zapewne coś w te dni, ale może być ciężko...
|
|
Komentarzy:
22
|
|
03 luty 2010
|
Wczoraj podczas pichcenia przepysznego obiadu, omal nie spaliłam kuchni. Kocham gotować, zawsze mam ku temu chęci wszelkie, ale wczoraj po prostu przegięłam... nie, nie, to nie obiad spaliłam. Wszystko upieczone, ugotowane.... Właśnie robiłam sos delikatny. Dolałam wody do brytwanki i jak nie wypierniczyło.... Normalnie jak w kuchni u chińczyka.... Się na szczęście wypaliło. Ale sufit... no miodzio... Całe szczęście , że kuchnię mam pomalowaną farbą, którą można szorować i myć ile wlezie... No więc pół wieczora szorowałam. Połowiec miał ubaw przez kolejne pół wieczoru ze mnie. Na szczęście, rzęsy, brwi i włosy mam w całości. Tak niewiele brakowało a miałabym darmową epilację.
Za oknem śnieżyca. No mówią cały czas w TV, że śnieżyca jest. Wielka... no rzeczywiście, pada śnieg... ale wreszcie mamy normalną zimę... Kiedyś takie były a ja je jeszcze pamiętam.
Mnie też się nie podoba ten stan rzeczy, bo moje autko jest niskopodwoziowe i strasznie trudno nim się jeździ w takich warunkach.
Czekam już na tę wiosenkę, co to serca do góry wznosi westchnieniem radosnym. Na ptaszęta ćwierkające od rana. I przede wszystkim na ten zapach przedwiośnia...
Jak to bywa w życiu i w przyrodzie - wszystko ma swój czas...
|
|
Komentarzy:
26
|
|
01 luty 2010
|
Taa... żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce.
Ale to się wytnie.
Dziecię powróciło z szaleństw narciarskich dnia wczorajszego. Się zawzięła, uparciuch jeden i jeździć się uczyła (matkę chce pobić w tymże wyczynie). Przyjechała szczęśliwa ale tak jej się spodobały góry, że z miłą chęcią przeprowadziłaby się tam.
Do późna rozmowy w łóżku, opowieści najświeższe, rozterki tego prawie dziesięcioletniego serduszka... no i prawie zasnęłyśmy obie na tym łóżku. Rano bidulce się nie chciało wstać. Wybąkała mi jak to życie jest niesprawiedliwe i ciężkie. Ale po drodze do łazienki i tak całusa słodkiego od niej na dzień dobry dostałam.
No i tak przeszczęśliwie zaczął się nowy dzień, nowego tygodnia w nowym miesiącu.
|
|
Komentarzy:
28
|
|
31 styczeń 2010
|
Życie nie przestanie mnie zadziwiać. Przecież powinnam być załamana, przecież powinnam jakąś depresję przechodzić, przecież powinnam budzić się zła, wściekła, powinnam warczeć na około. Nic to. Życie mnie obudziło dziś w doskonałym humorze. Piękne słońce za oknem, przymroziło, skrzy się śnieg. Śniadanie w spokojności wielkiej... teraz kawa południowa. Kocham ten błogi spokój. I choć nie wiem jakbym się dziś starała być ponura, załamana, pogrążona w czeluściach smutku spowodowanym niepowodzeniami i tak będzie pięknie.
I nie warto zastanawiać się kolejny raz, gdzie popełniłam błąd, gdybać o jakiś alternatywnych wyjściach czy innych scenariuszach, bo i tak wiem, że wszystko co mogłam już zrobiłam, a gdzie popełniłam błąd też wiem.
Najprawdziwsza prawda zawsze boli. Ale wolę żeby była prawdą niż kłamstwem mamiącym mi oczy, serce i całą mnie.
Wiele jeszcze upadków przede mną. Jednak mam jedno małe marzenie. By ktoś podczas jednego z nich stał realnie (w rzeczywistości) przy mnie i podniósł mnie. Po prostu, zwyczajnie... podał mi ciepłą dłoń i podniósł mnie. Niczego więcej na dzień dzisiejszy nie pragnę.
Jeśli te moje mądre mądrości wynikają z tego, że właśnie wyrzyna mi się ząb mądrości czyli ósemka, to niech mi się wyrzyna jak najdłużej... i może nawet dalej boleć ile wlezie.
|
|
Komentarzy:
24
|
|
30 styczeń 2010
|
Układam sobie wszystko w tej głowie. Ale rzec nie mogę jeszcze z całą pewnością, że jest spokojnie . Więc rozmyślań wszelakich po uszy mam cały czas. Ale są też i przerywniki w tym myśleniu, układaniu, podnoszeniu zadka. Żebym nie zapomniała o sprawach jak najbardziej przyziemnych. Nie jest łatwo pozbierać się, gdy zna się prawdę i to tak bolesną. Jednak wiele rzeczy wyjaśnione mi zostało od serca. Stało się tak z pomocą kochanej osoby, jaka od jakiegoś czasu niczym anioł cicho tu siedzi, doradzając, głaskając, tłumacząc w kółko to samo. Nie na darmo ma taki nick - w końcu niesie te promyki ciepłej nadziei. I za to kochana dziękuję Ci z całego serca.
No i gdy tak wczoraj zaczęło się światełko w tunelu pokazywać, niczym grom z jasnego nieba pojawił się neon świetlisty i to w momencie kiedy otwierałam szafę, w której przed momentem zrobiłam artystyczny porządek, wieszając przecież równiuteńko parasolki. Byłam pewna, że je artystycznie uwiesiłam na nowych haczykach. Jak mi dźwiękły wszystkie na raz, to ukazała mi się cała konstelacja świetlistego nieba. W związku z tym zrobiło mi się małe "kuku" na policzku i kąciku ust. Naprawdę było małe te "kuku". Zaklęłam niczym szewc i uwiesiłam je znów równo, upewniając się, że naprawdę już nie spadną. Małe "kuku" trochę bolało. No ale musiałam pójść do marketu zrobić małe zakupy. Wieczór był, więc ubrałam moje bojówki, kurtkę, czapkę, szalikiem się obwiązałam i szpula w marketowe regały. Jakoś mnie "kuku" małe piec zaczęło w tym ciepłym markecie, więc od czasu do czasu rozcierałam moje "ałka". Pani w kasie , kiedy mnie kasowała, patrzyła na mnie spode łba cały czas. Powiedziała z litością: "naprawdę aż tak źle? W życiu nie myślałam, że taki porządny facet jak pani mąż, leje panią. No ale jak widać patologia i w porządnych rodzinach się zdarza i nie ma na nią reguły".
Z wrażenia nie mogłam wydobyć słowa żadnego a moje rzęsy jak nic przykleiły się do grzywki, taki miałam wytrzeszcz. Boszszsze! Jaki obciach. Wyszłam z marketu i normalnie myślałam, że pampersa nie zdążę sobie zapodać, bo kulałam się nieziemsko. Wracam do domu a tam Połowiec właśnie wrócił z wojaży. Jak mnie zobaczył, krzyku narobił, paniki nasiał.... omal policji nie wzywał, bo myślał, że mnie zgwałcili (następny osioł). "Kochanie, siłą mnie chcieli ale się nie dałam..."... jak mu powiedziałam o parasolkach, przez moment myślał, że go w ciula robię i zrobiło się nawet całkiem romantycznie, bo mnie zaczął całą oglądać czy ubrań nie mam rozerwanych. Widać muszę częściej wpadać na parasolki, mopy, słupy i obijać sobie paszczę, żeby mnie tak oglądał z zainteresowaniem... Więc świetliście mi się momentowo zrobiło, upadki jak widać zdarzają się na każdym kroku i nie ma na nie reguły czy to fizyczny czy egzystencjalny.
Moje "kuku" się zagoi, serce pewnie też.
Dziękuję wszystkim za wsparcie, za maile tak ciepłe. Minie jeszcze dużo czasu zanim do końca będę mogła odetchnąć ze spokojem. Wiem, że jestem silna. Wiele osób ma mnie za taką osobę, ale nawet najtwardsi miękną.
Nie napiszę, że jest dobrze, ale uśmiecham się. Zresztą życie za mnie decyduje wciąż , że nie może być inaczej z tym uśmiechem- parasolki jako przemoc domowa mi to zapewniły. Idiotka, jeszcze kły szczerzę ze śmiechu.
Na razie nie potrafię o tym wszystkim rozmawiać. I chyba nigdy nie będę potrafiła. Chyba nawet lepiej, bym o tym już nigdy nie mówiła.
Siedzę tu, mam kawę aromatyczną i wiem dobrze, że każdy dzień niesie szansę na nowe. Tego trzymałam się każdego dnia, kiedy było źle. Więc się tego trzymam. W końcu nie na darmo ma ten blog właśnie taki tytuł.
|
|
Komentarzy:
21
|
|
28 styczeń 2010
|
Mój czas na moment się zatrzymał. I pognał dalej. Na moment wstrzymał oddech... jednak wciąż oddycha. Ja się jednak w nim zatrzymałam na dłużej. Trochę to potrwa. Ale czymże jest czas w tym momencie? Niczym... on i tak swoje będzie robił... będzie gnał...
Cokolwiek się dzieje w naszym życiu, czy to u Was czy u mnie - świat i tak będzie istniał. Małe czy duże tragedie... nic nie znaczą dla świata i czasu...
Muszę nabrać oddechu.
Muszę przestać się bać.
Muszę wreszcie uwierzyć, że moja walka miała sens i nadal ma.
Muszę sama sobie wybaczyć tak wiele.
Inaczej nie odnajdę tego, co prawdopodobnie jest blisko.
Wciąż szukam nie mogąc znaleźć sobie miejsca, nie mogąc znaleźć odpowiedzi na wciąż te same pytania.
Ja wiem, że każdy mój dzień jest szansą, by zacząć od nowa, ale tym razem potrzebuję czasu ... Czasu na to by postawić kropkę któregoś wieczora, odwrócić kartkę i zacząć wszystko od poczatku....
Czasu na to, by znów usiąść z filiżanką porannej kawy i zacząć jak co dzień... od nowa.
:))
|
|
Komentarzy:
28
|
|
...a zaczynam dzień od kawy

http://images.google.pl
Każdy nowy dzień jest kwiatem
Który zakwita w naszych rękach
Tam gdzie się kocha, nigdy nie zapada noc.
Serce to cząstka człowieka,
Które tęskni, kocha i czeka.
A. Mickiewicz
***
Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz
J.Twardowski
Dziękuję Ci za miłość prędką bez namysłu
za to że nie jest całym człowiek pojedynczy
za oczy nagle bliskie i niebezimienne
za głos niedawno obcy a teraz znajomy
za to że nie ma czasu by pisać list krótki
więc dlatego się pisze same tylko długie
choć pisanie jest po to by szkodzić piszącym
a miłość wciąż niezręcznym mijaniem się ludzi
że nie można Cię zabić w obronie człowieka
Dziękuję Ci za tyle bólu żeby sprawdzać siebie
za wszystko co nieważne najważniejsze
za pytania tak wielkie że już nieruchome
J.Twardowski
Miłość cierpliwa jest, lecz i nie cierpliwa..
Miłość łaskawa jest, lecz nie zawsze bywa..
Miłość serdeczna jest i nigdy nie zazdrości..
Miłość jest wszystkim tym, co tracisz bez miłości..
A czasem się unosi pychą i gniewem..
I pragnie tylko swego, świat chce dla siebie...
Dopuszcza się bezwstydu, szuka poklasku...
Pamięta tyle złego, płacze o brzasku...
Miłość cierpliwa jest, lecz i nie cierpliwa...
Miłość łaskawa jest, lecz nie zawsze bywa...
Miłość serdeczna jest i nigdy nie zazdrości...
Miłość jest wszystkim tym co tracisz bez miłości...
Nikomu nie chce wierzyć, w oczy się śmieje,
I nawet w sobie nie pokłada nadziei,
I bywa jak proroctwa, które się kończą,
Zachodzi... Jak Słońce...
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest...
I nigdy nie zazdrości...
Miłość serdeczna jest...
Jest wszystkim tym co tracisz bez miłości...
Miłość cierpliwa jest, lecz i nie cierpliwa
Miłość łaskawa jest, lecz nie zawsze bywa
Miłość serdeczna jest i nigdy nie zazdrości
Miłość jest wszystkim tym co tracisz bez miłości
Największa z trójki: wiara, miłość, nadzieja...
Przetrzyma wszystko, wszystko w dobroć zamienia...
I będzie trwać przez wieki i nie ustanie...
Czekamy na nią zawsze my Koryntianie...
Bo cóż jest bez miłości pustka bez końca...
I każdy bez niej ledwie jak miedź brzęcząca...
I każdy bez niej ledwie jak cymbał brzmiący...
Oguchły.. Z miłości...
Zimowy czas
zdj. www.google.pl/galeria

Księga gości
| Odwiedzający |
Odwiedziło:
18765
|
Zapisało słowa:
4138
|
|
Na pamiątkę:
32
|
|
|